
the shiatsu practitioner
Pierwsze listy to wymiana wrażeń.
Pamiętam dużo w nich papierosów, filmów, koszulek, trampek, kołtunów we włosach i papierosów. Gruszek, liści i balkony.
Podróż do Paryża.
Porto.
Podpis autorki powieści historycznej.
Powrót do Urugwaju.
Soczewicę.
Plan.
Plecy.
Popiół.
Pocztówki.
Listy.
Pont des arts.
Pokój.
Pamięć.
Pierwszy śnieg.
Shiatsu.
Pomyłki.
Pokusy.
Podbicia.
Paski.
Skały.
Piknik.
Płetwy.
Pestki.
Pusty śmiech.
Wracam do niewyrzuconych i znajduję jeszcze brak i booom.
cacti, canaries and chicory
- a foreign withdrawal story
Częściej niż chleb kupuję przechodzone książki.
W nijińskim czekają zmierzwione włosy księgarza, mocna herbata i naklejka "reading is sexy".
Do wejścia zaprasza mały taboret z kartonem pełnym tycich książek, wśród których zawsze znajduję granatowe astrokoty - typologię kocich chrakterów według znaku zodiaku.
Książki piętrzą się od wejścia, zawinięte w gazety, duszące się w reklamówkach, poupychane na półkach w nieodgadnionym porządku. za każdym rogiem te pomniejsze, zazwyczaj kryminały i harlekiny, budują małe barykady. Na jednej z nich znalazłam jej następny prezent. Pojedyncze porzucone na podłodze robią zakusy, udając nieodwracalnie upadłe. Idąc za nimi jak za okruchami trafiam do sekcji angielskojęzycznej, gdzie łypią na mnie kolejne projekcje. Setki historii już znanych i wielokrotnie więcej czekających. Wspomnienia i wyobrażenia, które zabieram ze sobą do łóżka i przy których budzę się bez pamięci.
a short note on past Januaries
Tego stycznia obserwuje mordy na choinkach.
Powszechne. Porzucanie na chodnikach i rozszarpywanie na placach.
Wszędzie pozostają tylko małe wyschnięte sosnowe kolki, rozklekotane krzyżakowe stojaki, i wióry, wióry, wióry.
Stycznie są coraz krótsze w słowa.
Kiedyś wielokrotne, grube i długie historie działy się w styczniach.
Ludzie, miejsca i zdarzenia wypełniały stycznie po brzegi, napinały się styczniowe szwy.
Później pojedyncze już ochłapy historyjek trąciły lakonicznością i pośpiechem.
Pojedyncze słowa wytłumaczał pozorny brak czasu, nadmiar prawdziwych uczuć i myśli kłębiących się bezkształtnie i rozmazujących się.
I te zniknęły. Z upływem styczni.
Stycznie nie lubią się powtarzać.
